Travellerspoint Blogi z podróży

Strajk!

Munnar, Kerala

all seasons in one day 20 °C

No i dupa zimna! Wiesci o tym, ze zamierzam zostac w Munnarze rozniosly sie blyskawicznie i efektem dzisiejszy strajk! Za rozgloszenie moich planow zapewne ponosi odpowiedzialnosc wlasciciel kafei w ktorej przesiadujemy popoludniami i gdzie jako najlepsza klientela( ostatnio 3 godziny, bagatela) co piec minut dostajemy slodycze, kawe, herbate, owoce, prezenty, a ostatnio nawet gosciu wlaczyl mi radio Katowice. Pewnie myslal naiwny, ze tesknie za tym! No nic to, probuje zagluszyc to YouTubem ( Hasta siempre commendante- Buena Vista Social Club, wplyw tutejszych czerwonych flag?).
Strajk mial ten skutek, ze miasteczko Munnar wymarlo, wszystko bylo zamkniete, podobno nawet autobusy nie jezdzily. Wobec czego po burzujsku zafundowalysmy sobie obligatoryjna wycieczke fakultatywna:). Wycieczki krajoznawcze to naprawde oblig w Munnarze, gdzie doslownie kazdy mieni sie przewodnikiem, a jak jeszcze ma riksze to juz prawie biuro podrozy. Generalnie nie lubie tego typu atrakcji, ale i tak w naszych planach byl Top Station czyli najwyzej polozony w okolicach punkt na granicy Kerali i Tamil Nadu z widokiem na szczyty Ghatow Zachodnich, 34 km od Munnaru, a skoro autobusy nie kursowaly to pozostala riksza. Nasza nosila swoisko brzmiace miano Jesus, co przywodzilo mi na mysl naszego jeepa z Sikkimu z 2005 roku, opatrzonego napisem Jezus save us, ktorego sens w pelni rozumialo sie dopiero nad przepasciami Himalajow. Dzis jednak obylo sie bez tego typu przezyc religilnych, grozilo nam co najwyzej ladowanie w herbacie.Picture_064.jpg
Nasz przewodnik potraktowal swoje zadanie bardzo odpowiedzialnie i w drodze na Top Station postanowil pokazac nam wszystkie mozliwe atrakcje, z ktorych tylko niektore udalo mi sie uwiecznic na zdjeciach, gdyz akurat siadly mi baterie w aparacie. Po drodze co prawda udalo mi sie kupic indyjskie paluszki firmy Eveready, ale wystarczyly na 4 fotki. W sumie nalezalo sie tego spodziewac, w koncu reklamuje je Amitabh Bachchan czyli "Stary", a czasy kiedy on byl ever ready juz dawno minely;)
Do atrakcji nalezaly pola herbaciane wraz z zawartoscia, czyli ekipa zbierajacych herbate kobiet, ktore godzily sie na fotki, ale bardzo baly sie swojego menadzera. Zreszta mialy czego, gdyz kiedy zobaczyl nas z aparatami skoczyl w nasza strone i kazal nie przeszkadzac w pracy.
Picture_042-1.jpg
Picture_043.jpg
W pewnym momencie naszej wycieczki nasz przewodnik zaczal sie goraczkowo rozgladac. Kiedy zapytalysmy czego tak wypatruje powiedzial, ze dzikich sloni, ze wlasnie w tym miejscu wczoraj wieczorem wracajac do domu widzial jednego. Coz, majac w pamieci jego stan sprzed dwoch dni, kiedy zawozil nas do hotelu, bylam sklonna uwierzyc, ze wieczorami widuje biale slonie spiewajace Singh is king. Ale po chwili zatrzymal riksze i pokazal palcem na przeciwlegly brzeg jeziora. Byly tam. Szare i milczace, ale byly:)
Picture_033.jpg
te male punkciki to slonie, naprawde
Picture_029.jpg
tyle zooma
A na tzw. echo point spotkalysy inne stado, jeszcze bardziej dzikie. Mianowicie byla to grupa dzikich Indusow, ktorzy na nasz widok zawolali dance foto i zaczeli tanczyc:) Niestety nie byl to moment, gdy moj aparat byl ready:(
Na Top Station udalo nam sie trafic na super pogode, oto widoki:
Picture_049-1.jpg
Picture_058.jpg
Picture_056.jpg
Picture_062.jpg
Picture_067.jpg
Picture_065.jpg
A po tym jakze wyczynowym trekkingu zjechalysmy do miasta, gdzie nadal byl strajk, ktory mial sie skonczyc o 18. Przez kilka godzin wyobrazalam sobie te wszystkie pyszne rzeczy, ktore zamowie w naszej ulubionej munnarskiej knajpie. Jak strasznie zabrzmiala informacja, ze ta i zadna inna knajpa jednak nie beda czynne. Jedyny ratunek stanowili dwaj kolesie z wozkiem serwujacy fried rice i fried noodles. Chcac niechcac skorzystalysmy z ich oferty. Problem, ktore z rozpadajacych sie krzesel wybrac rozwiazal sie szybko, gdyz okazalo sie, ze kolesie serwuja jedzenie tylko na wynos. Makaron zostal zapakowany w gazetke, dokupilysmy do tego pepsi i 2 widelce u faceta w sklepie z zelastwem (10 Rs./each) znalazlysmy mile miejsce na schodach kosciola, gdzie probowalysmy zjesc nasza kolacje. Jednak wyzere mialy tylko komary, ktore nas zaatakowaly. Zarcie bylo tak ostre, ze balam sie o widelec. Ale przynajmniej nie bylo w nim zadnych zarazkow, ameby czy innych takich. Nic by tam nie wyzylo.
nasza "restauracja" na schodach
Picture_072.jpg

Wysłane przez durgama 07:21 Kategoria Indie Tagged backpacking

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Komentarze

Ehhh, piękny ten Munnar, nie wiedziałem że tam pomykają dzikie słonie :O Z tego co pamiętam w zimie był straszny pic, w nocy temperatura spadała do około zera. Co do Amitabha to i on może być ever ready - Viagra czy Cialis czynią cuda;) A poza tym nie darmo Duracell ma królika w reklamie...

przez bart77

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint