Travellerspoint Blogi z podróży

Uncategorised

"Po co?!"

W domu to już nawet zaskoczenia nie było... Żadnego: "nigdzie nie pojedziesz", "to dziki kraj", "zwariowałaś". Nie było rozmów o wybuchających bombach i o tym, że ilość chorób na jakie można tam zapaść jest niepomiernie większa niż liczba szczepionek jakie powinnam powtórzyć. Nic o spadających samolotach, trzęsieniach ziemi, szczurach, powodziach i palącym słońcu. Wzbudziłabym zapewne większe zdziwienie, gdybym oznajmiła, że planuję odwiedzić zamek w Będzinie czy Pustynię Błędowską. Ale aż do tego stopnia mi nie odbiło ;) Po prostu lecę do Indii. Bilet już zakupiony. 29 września 2009. Tym razem z Berlina.
Ktoś ostatnio mnie zapytał: "po co?!" Nie widzę powodu, żeby odpowiadać. Tym, którzy wiedzą o co chodzi, po prostu nie trzeba. A tym, którzy nie wiedzą nie zamierzam tego tłumaczyć. Nie tylko dlatego, żem po staremu leniwa. Po prostu mam ich tam, gdzie nasza stara znajoma indyjska krowa sunąca z godnością przez ulice Delhi;)

Wysłane przez durgama 3:16 PM Komentarze (1)

Trasa

No i petelka zrobiona, znow w Bombaju. Wrzucam mapke, jakosc zadna, ale jako pogladowa moze byc. Dla bardziej zainteresowanych mapka na my trips.
mapamagda.jpg

Wysłane przez durgama 11:23 AM Komentarze (0)

Drgawki malaryczne

Postanowiłam, że nie będę sie truła. Zero antymalarycznej chemii. Malarone droższe niż godziwy pogrzeb, nie biorę też Lariamu, którego skutkiem ubocznym jest depresja( szkoda, że na ulotce nie podają, że pojawić się może gdy wypadną ci włosy w skutek jego zażywania:) ).
Poniższe video stanowi zapis ostatniego zbiorowego zachorowania:)

Wysłane przez durgama 12:55 PM Komentarze (0)

Nawrót choroby

Pewna blondi jak na haju
Wciąż marzyła o Bombaju
Gdy kto pytał ją czemu
Nie mówiła nic jemu
Bo nie miała takiego zwyczaju

Choroba wróciła. Wciąż ten wirus, którego nie mogę się pozbyć. Klasyczne objawy: drżenie rąk nad Lonely Planet, godziny spędzone w internecie, te same pięć liter wpisywane w wyszukiwarkę, niekończące się podróże palcem po mapie, święte krowy masowo nawiedzające moje sny punktualnie o 3 nad ranem...Nie mogę z tym dłużej walczyć, czas się poddać. Godzina zero już jutro. 13:35. Tym razem na południe.

A ja zdradziłam...
Wiem, mówiłam, że na zawsze będziemy razem bujać w obłokach. I, że jak spadniemy( choć bardziej odpowiednim słowem wydaje się być kiedy), to też razem. Że prawdziwe uczucie to niekoniecznie ciepłe uśmiechy i delikatne kołysanie w miękkich objęciach. Czasem krzyczy? Źle karmi? Wyśle Twoje rzeczy do odległych portów?
To wszystko z miłości.
Ale cóż, teraz muszę odejść. Jednak zawsze będę pamiętać o moim pierwszym. Aeroflot.

Wysłane przez durgama 8:35 AM Komentarze (0)

(Wpisy 1 - 4 z 4) Strona [1]