Zaleglosci
25.10.2009

CHITWAN:


BODHGAYA:


DARJEELING:

SIKKIM:

Wysłane przez durgama 7:39 AM Kategoria Backpacking | Indie Komentarze (0)
szalone podróże
25.10.2009

CHITWAN:


BODHGAYA:


DARJEELING:

SIKKIM:

Wysłane przez durgama 7:39 AM Kategoria Backpacking | Indie Komentarze (0)
24.10.2009
24 °C
Tak mi wstyd, strasznie wstyd, lecz cos mnie peszy w niej. Jestem tu 4 raz. Duzo- bo mozna mniej
To takie przykre sprawy sa, bo prawda, coz kochalam ja. Mecze sie, krece sie, sama nie wiem czego chce. A to sie zwykle tak zaczyna. Juz nawet nie wiem jak i gdzie. Zaczyna nudzic mnie ta kraina
i to jest znak, ze jest juz zle!
No i jednak to napisalam. Ja jednak naprawde nie potrafie klamac
Slyszycie Miecia Fogga w tle? Ja slysze nawet w sluchawkach.
Bo to sie zwykle tak zaczyna...Ladujesz w Delhi. Obok Ciebie bialasy przerazone, zaszokowane tym co widza. Drzace rece siegaja po aparat. Co sfotografowac najpierw? Wszystko jest takie nowe, niezwykle. Powietrze pachnie inaczej, ludzie sa tacy inni niz my. Czy ten facet naprawde nosi rozowa obcisla koszule? Wlasnie widzialem slonia! O matko, to niemozliwe, ze tak wyglada stolica? Co tu robia te krowy? Szok. Szok. Szok. Czy aby dla wszystkich? Dla mnie juz nie. NUDA. I najgorsze nie jest to, ze nie dzieje sie nic, bo dzieje sie duzo. Tylko, ze nic juz mnie nie rusza. Indie mi sie skonczyly. Nie chce mi sie ogladac kolejnego festiwalu. Nie zrobie wiecej zdjec ;P Czuje to juz od jakiegos czasu. Od Bodhgaji na pewno. W koncu miejsce oswiecenia, nie?
Bo to sie zwykle tak zaczyna. I trwa przez jeszcze kilka dni. Kupujesz inny Lonely Planet...I to jest zycie. Cest' la vie.
Wysłane przez durgama 8:37 AM Kategoria Backpacking | Indie Komentarze (6)
15.10.2009
19 °C
Do Nepalu przyciagaja turystow glownie piekne widoki na szczyty Himalajow. My na trekking nie poszlysmy. Niestety kondycji brak. W sumie wstyd, bo spotykamy tu takie grupy trekkersow spieszacych obejsc Annapurne czy dotrzec do bazy pod Everestem, ktorych czlonkowie mogliby spokojnie powiedziec: "Lubi Pani wiosne? Ja mam ich do zaoferowania 75!" Nawet nie mozna sie tlumaczyc brakiem kasy, gdyz taki trekking dookola Annapurny mozna zorganizowac samemu i wynajecie ekipy z tragarzami, kucharzem, przewodnikiem itp. nie jest tu konieczne. Choc Ania twierdzi, ze gdybysmy sie same wybraly na slynny Annapurna trek, to skonczylo by sie to tak, ze przez przypadek obeszlybysmy nie Annapurne a Everest![]()
W zwiazku z tym, zeby zobaczyc Everest choc z daleka postanowilysmy po opuszczeniu Bhaktapur pojechac na jeden z kilku punktow widokowych na najwyzsze gory swiata. Padlo na Nagarkot.
pozdrowienia z Bhaktapur

Dentysta. Umowilam sie na srode 13:20


niech kto skoczy po Mamrota!
Podroz tam okazala sie byc jednym z nepalskich klasykow: na dachu local busa w licznym towarzystwie zlozonym z miejscowych i bialasow. Bialas byly dosc zblazowane i jeden z nich nawet zapytal nas: "pierwszy raz jedziecie na dachu? "Jednak jak na kogos, kto ma za soba wielokrotne przejazdzki na nepalskich gruchotach mial dziwnie nieswoja mine kiedy pojawily sie pierwsze przepasci. Podobie jak towarzysz Ani, ktory przy kazdym ostrzejszym zakrecie lapal sie najblizszego stalego punktu, ktorym jakos zawsze bylo jej kolano. O dziwo nie oberwal po pysku, czy to dlatego, ze niebezpieczenstwo bylo tak silne, czy bylo to raczej spowodowane faktem, ze jego powierzchownosc byla dosc przyjemna. W kazdym razie nie podzielil losu pewnego sprzedawcy ogorkow
Zeby nie bylo i ja nie zostalam pokrzywdzona przez pominiecie. Moi dwaj towarzysze stateczni Nepalczycy w tradycyjnych czapkach ( zeby nie powiedziec stetryczali) wykazywali wieksze zaineteresowanie zawartoscia mojego dekoltu niz uksztaltowaniem terenu w Kotlinie Kathmandu. W sumie to nie jest dziwne, na Kotline juz sie napatrzyli.
a po przybyciu na miejsce bylo tak:
knajpka z widokiem
widok na Everest by swietny
no i co robic w tej sytuacji?!
Wysłane przez durgama 8:49 AM Kategoria Backpacking | Nepal Komentarze (0)
11.10.2009
27 °C
Bez zdjec, bo j....y port mi wszystkie, ktore robilam od poczatku wyjazdu skasowal. Bylo nie wkladac karty pamieci do tego wschodniego ustrojstwa. Po podobnej "przygodzie" Oli z Gangtoku powinnam miec sie na bacznosci. Nawet dzis, kiedy facet z najgorszej kafei wszechczasow na moje pytanie czy maja kabel usb pokazal mi ten port we wsciekle zoltym kolorze (ach, barwy odstraszajace w naturze) pomyslalam, ze zle robie. No, ale coz. Lubi sie ryzyko, nie![]()
No i moze fot z pierwszej czesci wyjazdu nie bedzie...W sumie to chyba dobrze, ze nie bylo widoku Himalajow w Pokharze :D
A same Patan i Bhaktapur to bardzo fajne miesca. W Patanie, lezacym blizej KTM wrocilysmy do dawnych polskich zwyczajow i na DSq weszlysmy wejsciem, ktore mialo ta zalete, ze bylo poza zasiegiem wzroku panow z ticket counter. Zaoszczedziwszy w ten sposob cale 200 Rs nepalskich (wiem, wiem, zenujace, ale to nie Wy sie splukaliscie totalnie w 1/3 wyjazdu!)udalysmy sie na zwiedzanie glownego placu i okolicznych uliczek.
Niestety juz po chwili okazalo sie, ze roznimy sie od innych zwiedzajacych pewnym drobnym szczegolem. Byla nim niebieska nalepka, ktora kazdy z nich dumnie obnosil po starowce demonstrujac swoja uczciwosc lub tez zasobnosc swojego portfela. Jedno szczescie nikt oprocz nas nie zwracal na ten drobny szczegol uwagi. A nalepki mieli nawet Chinczycy, ktorzy nie zamierzaja poprzestac na zajeciu Tybetu i tlumnie przybyli do Nepalu. W naszym guest-housie sa ich dzikie tlumy. Siedza calymi dniami w pokoju, brzdakaja na gitarze i rozmawiaja szeptem przez co nie mozemy spac, gdyz szept chinski brzmi jak okrzyk wojenny. Zaglusza nawet nasz telewizor. W nocy niemalze slyszalysmy jak zolta fala sie wlewa do naszego pokoju (tak, tak rasistka
a tak serio to jedynie zoltych czytnikow kart nie toleruje- ten feralny byl z reszta made in china), ale to tylko lazienke nam zalewala nie wylaczona wieczorem woda.
Wczoraj oprocz zaliczenia Patanu zaliczylysmy tez i inne podboje. Tzn. Ania poderwala mnicha tybetanskiego, a ja w komplecie razem z tangka dostalam jej sprzedawce. Zakladam, ze wartosc tangki stanowila 99,9 % ceny. W ogole przez te zakupy moj plecak podwoil swoja objetosc, za to moj portfel stal sie zupelnie pusty. Niestety sprzedawcy nepalscy nie sa zbyt sklonni do negocjacji jezeli chodzi o cene. Zapewne jest to spowodowane tym, ze przyjezda tu duzo bogatych turystow z calego swiata i wiedza, ze nie beda mieli problemu ze sprzedaza swoich towarow po korzystnych ich zdaniem cenach, wiec na stare zagrania typu wychodzenie ze sklepu reaguja slodkim : "good bye".
No, a dzis udalysmy sie do Bhaktapuru. Naprawde fajne miasteczko, wielkim plusem jest to, ze nie ma tutaj takiego ruchu jak w innych miastach Doliny Kathmandu. Ruch samochodowy jest tutaj zakazany- jednak, zeby nie bylo zbyt sielankowo- jezdzi troche motorowerow i samochody dostawcze. Ale i tak Bhaktapur jest najladniejszym i najbardziej inetersujacym z trzech krolewskich miast. Szczegolnie, kiedy wejdzie sie w waskie uliczki i podworka i zobaczy normalne zycie, ktore plynie tutaj bardzo spokojnie. Spokojna atmosfera i mnie sie udzielila, gdyz nie rozpaczam po stracie zdjec. Jednak jesli ktos ma jakies info jak i czy w ogole mozna odzyskac zdjecia z karty pamieci niech nie zwleka i mi o tym doniesie. Czeka nagroda![]()
Wysłane przez durgama 7:37 AM Kategoria Backpacking | Nepal Komentarze (2)
09.10.2009
Wlasnie padam na twarz przed kompem. Nie, nie zmeczylam sie dzis udzialem w zadnej bojce, ani niczym podobnym. Zgodnie z sugestiami zachowywalam sie lagodnie i spokojnie. Dzisiejszego dnia zaden rikszarz nie ucierpial.
Po prostu pogoda sie na tyle poprawila, zeby wybrac sie na nieco dluzszy wypad "za miasto"
Poczatek nie zapowiadal tego, co bylo pozniej.
W planach na dzis bylo odwiedzenie kompleksu Pashupatinath oraz okolic rzeki Bagmati, ktora jest miejscem palenia zwlok podobnie jak indyjski Ganges. Mialysmy sie tez przespacerowac do nieodleglej stupy Bodnath i moze przy okazji odwiedzic klasztor Kopan.
detal swiatyni Pashupatinath

Dwa pierwsze plany wykonalysmy bez problemu, a jedyne co nas zabolalo to portfel, niestety cena wstepu w okolice rzeki Bagmati wynosi obecnie az 500 Rs nepalskich, czyli tyle ile 5 krotna wizyta w niebie za sprawa mango lassi
( a tak w ogole to skonczyl sie sezon na mango i niestety w KTH i okolicach mango lassi nie jest dostepne. Tym samym jeden z kluczowych powodow mojej wizyty w tej czesci swiata odpadl). 



Trzeci punkt naszego programu obejmowal klasztor Kopan i niestety nie bylo juz tak prosto. A moglo przeciez byc. Na okolicznosc naszej wycieczki zabralam ze soba nawet stosowny kawalek przewodnika- calego nie chcialo mi sie zabierac z domu, po prostu, aby nie przeciazac BA oraz moich wlasnych plecow wyrwalam kartki z okolic, ktore nas interesuja w tym roku. Tak brzydko potraktowany przewodnik zemscil sie paskudnie na mnie i zaginal w tajemniczych okolicznosciach. Najprawdopodobniej mialo to miejsce kiedy uciekalysmy ze sklepu z thangkami w Bodnath, zegnane niemilym komentarzem wlasciciela, jedno szczescie w nieznanym nam jezyku. Po prostu nadgorliwy sprzedawca rozwinal polowe asortymentu sklepu, a dopiero pozniej podal nam 3-cyfrowe ceny w dolarach.

Ale pamietalysmy, ze odleglosc na genialnej mapie Pascala byla mniej wiecej taka jak miedzy Pashupatinath a Bodnath czyli okolo 20 minut. Zapytalaysmy wiec kogos, w ktora strone do Kopan Monastery, otrzymalysmy odpowiedz i ruszylysmy w wybranym kierunku. Szlysmy zgodnie z sugestia caly czas prosto, co prawda troche dluuzej niz wspomniane 20 minut, ale droga prowadzila przez bardzo interesujace okolice i zdecydowalysmy, ze nie mamy nic przeciwko temu, zeby nas spacer trwal troche dluzej. W koncu co mamy do roboty. Mango lassi i tak sie skonczylo.
No, ale po jakiejs godzinie bylysmy juz lekkko zaniepokojone, czy aby obralysmy sluszny kierunek. Ale wlasnie na horyzoncie, pojawily sie jakies zabudowanie klasztorne. Tak na 10 minutowy spacer i zaraz tam bedziemy. 10 minut minelo klasztor jakby sie oddalil. 20- jestesmy daleko. Po pol godzinie znalazlysmy sie w kolejnej wiosce. No, ale co za problem, akurat mozna przed ostatnim podejcsiem napic sie coli w sklepie u nepalskiej babci. 50 minut i blizej nie jestesmy, co wiecej, klasztor przyslonila nam jakas gora. Idziemy, idziemy i idziemy. Moze by tak wrocic? No chyba nie teraz kiedy jestesmy tak blisko! Jeszcze jeden zakret, no moze dwa. Za dziesiatym pojawiaja sie pola ryzowe. I klasztor. Jakos tak dziwnie polozony. Niby blisko, tyle ze dzieli nas od niego jakis cholerny wawoz. Pytamy ludzi jak do niego dojsc. Spoko przez pola ryzowe. Bylo spoko i przy okazji dowiedzialam sie, ze to mokre na polach ryzowych to nie tylko woda. Ach, ilez ma zastosowania poczciwa krowa
Oki, jeszcze tylko 100, 200 metrow w gore. Droga robi sie kreta, ale chyba gdzies prowadzi. Ufff, jestesmy. Jeste klasztor, a jaki piekny. Tylko szkoda, ze niedokonczony. Po prostu jest w budowie. 
Dobra, co to dla nas pojdziemy do nastepnego. Jest tuz obok.
.......
Po 2 godzinach stajmy przed klasztorem. Sorry, ale sie spozniliscie, mozna wchodzic tylko do 16. Przyjdzie jutro.
zamkniete
PS. To nie byl Kopan!!!!
Ps.2. Co robic???? Pogoda w Sikkimie i calych polnocno -wschodnich Indiach nie zapowiada sie najlepiej. Pora chyba na zmiane planow. Tylko...nie wiemy dokad jechac!!!! Jakies pomysly? LICZE NA WAS!!!!
Wysłane przez durgama 9:47 AM Kategoria Backpacking | Nepal Komentarze (2)