Widok na Everest
15.10.2009
19 °C
Do Nepalu przyciagaja turystow glownie piekne widoki na szczyty Himalajow. My na trekking nie poszlysmy. Niestety kondycji brak. W sumie wstyd, bo spotykamy tu takie grupy trekkersow spieszacych obejsc Annapurne czy dotrzec do bazy pod Everestem, ktorych czlonkowie mogliby spokojnie powiedziec: "Lubi Pani wiosne? Ja mam ich do zaoferowania 75!" Nawet nie mozna sie tlumaczyc brakiem kasy, gdyz taki trekking dookola Annapurny mozna zorganizowac samemu i wynajecie ekipy z tragarzami, kucharzem, przewodnikiem itp. nie jest tu konieczne. Choc Ania twierdzi, ze gdybysmy sie same wybraly na slynny Annapurna trek, to skonczylo by sie to tak, ze przez przypadek obeszlybysmy nie Annapurne a Everest![]()
W zwiazku z tym, zeby zobaczyc Everest choc z daleka postanowilysmy po opuszczeniu Bhaktapur pojechac na jeden z kilku punktow widokowych na najwyzsze gory swiata. Padlo na Nagarkot.
pozdrowienia z Bhaktapur

Dentysta. Umowilam sie na srode 13:20


niech kto skoczy po Mamrota!
Podroz tam okazala sie byc jednym z nepalskich klasykow: na dachu local busa w licznym towarzystwie zlozonym z miejscowych i bialasow. Bialas byly dosc zblazowane i jeden z nich nawet zapytal nas: "pierwszy raz jedziecie na dachu? "Jednak jak na kogos, kto ma za soba wielokrotne przejazdzki na nepalskich gruchotach mial dziwnie nieswoja mine kiedy pojawily sie pierwsze przepasci. Podobie jak towarzysz Ani, ktory przy kazdym ostrzejszym zakrecie lapal sie najblizszego stalego punktu, ktorym jakos zawsze bylo jej kolano. O dziwo nie oberwal po pysku, czy to dlatego, ze niebezpieczenstwo bylo tak silne, czy bylo to raczej spowodowane faktem, ze jego powierzchownosc byla dosc przyjemna. W kazdym razie nie podzielil losu pewnego sprzedawcy ogorkow
Zeby nie bylo i ja nie zostalam pokrzywdzona przez pominiecie. Moi dwaj towarzysze stateczni Nepalczycy w tradycyjnych czapkach ( zeby nie powiedziec stetryczali) wykazywali wieksze zaineteresowanie zawartoscia mojego dekoltu niz uksztaltowaniem terenu w Kotlinie Kathmandu. W sumie to nie jest dziwne, na Kotline juz sie napatrzyli.
a po przybyciu na miejsce bylo tak:
knajpka z widokiem
widok na Everest by swietny
no i co robic w tej sytuacji?!
Wysłane przez durgama 8:49 AM Kategoria Backpacking | Nepal Komentarze (0)











W pewnym momencie podjechal do nas koles riksza rowerowa z pytaniem czy moze chcemy gdzies jechac riksza. I przy okazji io malo nie najechal na psa, ktory rowniez postanowil nam towarzyszyc. Ania do niego: uwazaj na psa, a ten uderzyl w debilny smiech. Ona:to nie jest smieszne! A ten dalej: hahahaha, chcecie riksze?. No to ja: go away! Koles dalej chce nas podwiesc. Fuck off!!! Koles nic, tylko sie glupio usmiecha. No to juz nie wytrzymalam i pojechalam wiazanka jakiej jeszcze nie slyszal Durbar Square : wypierdalaj ty....itp. A potem mu nawet pomoglam sie znalezc z ta riksza 10 metrow dalej. No ja rozumiem, ze Nepalczycy to bardzo mili i niezwykle spokojni ludzie. I naprawde bardzo ich polubilam. Bo da sie ich lubic. No, ale juz po wczorajszej wizycie w Swayambunath, gdzie kobieta kopnela kilkudniowego szczeniaka chodze podladowana i niewykluczam, ze zdazy mi sie tutaj wypelnic znamiona jakiegos nepalskiego art. 157 kk. Mam nadzieje, ze nie bede musiala ponosic odpowiedzialnisci z art.148 









