Travellerspoint Blogi z podróży

To juz jest koniec...

Kannyiakumari, Tamil Nadu

O NIE, JUZ TU SA! Picture_778.jpg
ZNOWU ONE?!!!Picture_701.jpg
Indien_2008_945.jpg
Indien_2008_946.jpg
KTO TAKI???Picture_708.jpg
A...MADZIA I ANIAPicture_709.jpg
NO TO WITAMY W/NA KONCU Picture_742.jpg
Koniec Indii. Kanyakumari.
Picture_679.jpg
Indusi pozuja na "zbiegu trzech wod": Oceanu Indyjskiego, Morza Arabskiego i Zatoki Bengalskiej
Picture_636.jpg
A slonce osmiela sie zachodzic w tak kiczowaty sposob, skandal;)!
Indien_2008_947.jpg
Indien_2008_948.jpg
Picture_838.jpg

Wysłane przez durgama 08:52 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Sanatorium na wyspie

Rameshwaram, Danushkodi, Tamil Nadu

sunny 38 °C

20 kilometrow od Sri Lanki, na wyspie
Picture_565.jpg
tam, gdzie psy szczekaja d...
Picture_507.jpg
powoli wracam do zdrowia
Picture-608.jpg
czas na klasyczny stroj kapielowy indian style
Picture-571.jpg
Picture_559.jpg

Wysłane przez durgama 06:56 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (5)

Przeoczenie

Madurai, Tamil Nadu

sunny 34 °C

Ukrywala sie przed nami....Niezwykle dlugo przemierzalam gwarne uliczki nabierajac przekonania, ze w Madurai mozesz co prawda pomodlic sie( bez patrzenia na swiatynie)oraz skorzystac z uslug jednego z tysiecy krawcow, ale niestety to wszystko tylko o suchym pysku.
Sytuacji nie poprawialy okragle robaczki zamiast znanego nam alfabetu, ktore- choc w mojej wyobrazni ukladaly sie w pyszne dosy i bogato nadziewane naany- nie mowily wiele o przeznaczeniu przybytku, do ktorego prowadzily. Moj zatkany w wyniku tej tropikalnej infekcji nochal( too much fan-wiatraka, nie mylic z too much fun!) nie mogl rowniez robic za przewodnika.
Ale w koncu jest. Zacheca napisem veg przy wejsciu, bogatym menu (indian, chinese, continental), milym chlodkiem.
Wszystko normalnie, mozna i starym zwyczajem skoczyc do toalety. Piekny napis wet toilet nad drzwiami, boazeria, lustro, w ktorym widze sie nieco podwojnie. "Odwagi dziewczyny", pocieszam sie jak kiedys pewien drobny pijaczek w mym rodzinnym miescie. Wchodze. Indian style. Czyli kucamy, co smialo robie, w koncu to nie pierwszy raz. Wlasciwy kat miedzy lydkami a udami, delikatne opuszczenie moich alibaba pants (piekne, z Hampi), tylko, ze chyba nie jestem w tym ustronnym miejscu sama.
Nie powiem, nie raz wyobrazalam sobie to spotkanie. Tak troche na zasadzie "co by bylo gdyby, ale przeciez i tak sie nie zdarzy..." A tu jest. Malutki. Jakies 7 cm. Najpierw myslalam, ze to po prostu srednio duzy karaluch. W swiatyni Sri Meenakshi widzialam ich troche. Ale nie. SZCZUREK. Gramoli sie niezdarnie DOKLADNIE STAMTAD:) Podciagam spodnie, w koncu to nasze pierwsze spotkanie. Nie zrobilam zdjecia. Pewne rzeczy chce miec tylko dla siebie:)

Ale to nie dosc atrakcji jakie nas tam spotkaly. W momencie skladania zamowienia okazuje sie, ze nic nie ma. Tzn. jest jeden pan. A takze drugi, a nawet trzeci i czwarty. I wszyscy sie na nas patrza. Jednak potrzeba slawy przegrywa z checia napelnienia zoladka. Staramy sie ustalic czy na pewno nie ma niczego z menu. Okazuje sie, ze owszem w tej restauracji z oznaczeniem veg dostepne sa tak typowo wegetarianskie specjaly jak chicken czy mutton. Jako, ze jedyna przerwe w diecie wegetarianskiej mialam w kolei transsyberyjskiej, za co zreszta spotkala mnie blyskawiczna kara w postaci nadgryzienia mojego ucha przez wspolpasazera Ukrainca, nie zamierzalam zamawiac niczego z powyzszych. Z jakimz entuzjazmem powitalysmy wiadomosc, iz jajecznica jest ( a nawet YES, YES, YES !). Kolezanke rozochocilo to do tego stopnia, iz zazyczyla sobie banana lassi. Po jakichs 15 minutach prog knajpy przekroczyl facet z 2 bananami, podszedl do stolika, przedstawil sie, zakomunikowal, iz przyniosl nam banany na lassi,a nawet zdradzil tajemnice jego produkcji ("no water, no shit":))
Po kolejnej chwili podszedl kelner z wiadomoscia, iz kucharz podjal meska decyzje i sprobuje przyrzadzic dla nas veg fried rice. Nie mialysmy serca mu odmowic. No i w koncu doczekalysmy sie na swoj ryz. Ja sie nie czepiam,bo niby veg byl ( surowa marchewka), fried tez i niewatpliwie rice...Jeszcze tylko poznalysmy kucharza, wymienilismy usciski dloni i zapewnilysmy go, ze zarcie jest very good. Przydaloby sie nieco popic. Cola oczywiscie byla. Ja nawet dostalam w komplecie slomke, czego pozazdroscila Ania i poprosila kelnera czy ona tez moze dostac taka. Na to gosciu podszedl do nas wyjal z mojej coli slomke i wlozyl do coli Ani:)
Dziwi mnie tylko jedno: dlaczego tej knajpy nie ma w Lonely Planet???!

Wysłane przez durgama 07:42 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (1)

YOU GOT ME

Madurai, Tamil Nadu

sunny 37 °C

Najpierw oczarowujesz, wiesz czego pragne i chetnie mi to dajesz. Cos czego prozno szukac tam skad przychodze. Czasem cos na co juz od dawna nie licze... Wszystko pojawia sie jak na zawolanie...splendor Bombaju, zaproszenie do "wielkiego swiata", dzikie przygody i szalone noce. Doskonale wiesz kiedy machnac rozdzka, zeby wywolac moj zachwyt. Zaproszenie na wesele? Wozek mleczarza zamieniony w dziob "Titanica"? Swiat jak z dzieciecego snu? Deszcz oddajacy pole pieknej pogodzie kiedy tylko wjezdzam do miasta i zaczynajacy przypominac o sobie kiedy odwracam sie w gescie pozegnania? Co to dla Ciebie! Nawet plan tak ukladasz, zeby na mojej drodze pojawil sie rozswietlony palac Maharadzy
z Mysore( a mozna bylo przyjechac tam dzien pozniej.
Usypiasz moja czujnosc...
A potem...nagle...
Karmisz mnie objawami do zludzenia przypominajacymi mi o pewnej chorobie,z ktora sie bawie w chowanego juz po raz trzeci. Dajesz mi poznac uroki ostatniej z klas kolei indyjskich( mongolski obszczyj przy tym to pestka:) ), kiedy skrecana goraczka jade ku swiatyniom Maduraiu. Tym samym, ktore akurat teraz musza byc w renowacji i beda ukrywac swe kolorowe gopury jeszcze przez caly rok! Swiecisz mi prosto w zmeczone oczy, kiedy ostatnimi silami przemierzam zalane zarem uliczki tego pelnego smogu miasta w poszukiwaniu kafejki, z ktorej od dwoch godzin probuje wyslac ta notke...
Nic to, wiesz, ze mozesz mi to robic. Masz swiadomosc, ze nie spakuje sie i nie wroce z placzem do matki. Juz mnie masz.
P.S. Ale prosze, usmiechnij sie do mnie w Rameshwaram,Indio!

Wysłane przez durgama 02:09 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (5)

Figurka od Maharadzy

Mysore, Karnataka

semi-overcast 33 °C

Pieciokilowy slon podrozujacy ze mna przez cala polnoc Indii, czapka zakupiona prosto z glowy groznej kobiety
z ludu Naxi z chinskiego poludnia czy talerz z Przewodniczacym Mao, ktory ku rozpaczy zwolennikow odtworzenia ruchu maoistowskiego w Polszy, nie przetrwal trudow podrozy, to nic w porownaniu z moim dzisiejszym zakupem.
Kazdy kto zna naszego przyjaciela Łukasza vel Maharadze wie, ze jesli chodzi o zakup figurek to tylko u niego.
I ja to wiedzialam. Ale nie spodziewalam sie, ze Radza rozszerzyl dzialalnosc na Indie! Jednak, dzis podczas wizyty
w palacu Maharadzy w Majsurze okazalo sie, ze figurki dotarly i tu. I to jakie. "Tanczace" i wsciekle kolorowe. Ruszajace glowa jak figurki psow, ktore kiedys wozilo sie w autach. Musialam taka miec! No i mam:)
ranna figurka z palacu w Mysore, w oczekiwaniu na superglue
Maruda_express_649.jpg
Do Majsuru turystow przyciaga wlasnie ten palac Maharadzy, wiec i nas przyciagnal, zwlaszcza, ze samo miasto znajdowalo sie po drodze do naszego kolejnego celu, ktorym byl stan Tamil Nadu. Zwiedzanie zabytkow jakos nigdy mnie nie pociagalo, no ale taki palac Maharadzy to nie byle co, no i jak juz tutaj jestesmy, to trzeba go zobaczyc. Tym bardziej, ze trafilismy na niedziele, a wlasnie w kazda niedziele wieczorem palac zostaje rozswietlony blaskiem 96 tysiecy zarowek.
Ale do wieczora bylo jeszcze troche czasu, wiec po obejsciu palacu z kazdej strony i zajrzeniu do palacowej swiatyni zapragnelysmy poznac jego wnetrze. Kupujemy bilet wstepu i wchodzimy. Troche nas zdziwilo, ze taki wielki palac,
a taka mala czesc jest udostepniona do zwiedzania, no i klatka schodowa, ktora wiodla do poszczegolnych sal tez jakas zaniedbana...stan scian przypominal ten z przedwojennych klatek schodowych sosnowieckich kamienic. Co tu duzo mowic, chata naszego debickiego Maharadzy-Łukasza jast o niebo lepsza! Duzo do zwiedzania nie bylo, wiec wyszlysmy na zewnatrz...i tam dopiero sie okazalo, ze zamiast zwiedzac wnetrza palacu Maharadzy lazilysmy sobie po muzeum przypalacowym! Jezusicku i buddicku, faktycznie zwiedzanie zabytkow to nie jest to, co mnie ciagnie
w swiat!
Kiedy w koncu zobaczylysmy wnetrza palacu musialam jednak przyznac, ze taki Maharadza to nie ma zle. Szczegolnie spodobala mi sie sala na gorze. W mojej wyobrazni od razu znalazlam dla niej bardzo pozyteczne przeznaczenie. Mianowicie bylby tam moj skromny haremik:) Zreszta zamierzam skopiowac pewne pomysly z jej wystroju, o reszcie "wyposazenia" tez nie zapomne:) Ogolnie mowiac wnetrza palacu robily imponujace wrazenie, choc chata Lukasza nadal nr 1 w rankingu:)
A od 19 glowna atrakcja-rozswietlony palac! Istotnie, robi wrazenie. Poczulam sie jakos tak swiatecznie, prawie slyszalam dzwoneczki i glos zawodzacy, ze "ida swieta", to przyklad na to jaki wplyw na mozg maja reklamy coca-
coli:) jeszcze tylko reniferow brakowalo i grubasa w czerwonym szlafroku.
chata Maharadzy w niedziele wieczor
Indien_2008_009.jpg
Wizyta u Maharadzy miala i ten skutek, ze choc przez chwile chcialam sie poczuc po krolewsku. W efekcie kupilam sobie bardzo elegancki salwar kameez. Cena tez byla krolewska. Niestety, zaden radza nie siegnal do kiesy (!)
i sama musialam wysluplac te setki rupii.
Za to wracajac z zakupow poznalysmy miejscowa zorganizowana grupe przestepcza, ktorej czlonkowie wykazywali duze zainteresowanie kinematografia. Niezle, moi oskarzeni tylko na silowni pakuja, a tu takie chlopaki...
Indien_2008_135.jpg
mysorska grupa przestepcza
jest i sam bossIndien_2008_139.jpg
Co dzis graja?
Indien_2008_138.jpg
Indien_2008_140.jpg
Indien_2008_141.jpg

Wysłane przez durgama 02:08 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

(Wpisy 26 - 30 z 39) « Strona 1 2 3 4 5 [6] 7 8 »