Travellerspoint Blogi z podróży

Weselicho w Hampi

Hampi, Karnataka

Na ostatni dzien w Hampi zaplanowane zostalo lazenie po okolicy miedzy palmami bananowymi. Generalnie plan byl wykonalny, gdyz gdziekolwiek sie nie ruszyc z Hampi Bazaar widac banany oraz malpie rodzinki. Jednakze jak to bywa w naszym przypadku stalo sie zupelnie inaczej.
IMG_9594.jpg
IMG_9595.jpg
IMG_9419.jpg
Kiedy pojawilismy sie przy glownej ulicy dalo sie slyszec muzyke i tlum ludzi. Podbiegly do nas dzieci z jakims czerwonym barwnikiem i pomalowaly nas tak jak na swieto holi. Jako, ze wiosna
juz minela i nawet w sennym Hampi raczej by sie do tego stopnia nie zagapili musialo byc to co innego. Po chwili
okzalo sie, ze to kolejny slub. Tym razem procesja byla barwna,z darami, muzyka i tlumem ludzi. Postanawiamy sie przylaczyc. Pozostale bialasy staly grzecznie na trasie procesji, a my wtopilismy sie w tlum weselnikow. Oczywiscie nie rzucalismy sie wcale w oczy;) Tacy troche jasniejsi Indusi, daleka rodzina z Kashmiru. Wyszlysmy z prostego zalozenia, ze jeszcze ze dwie piosenki i zaczna mowic do nas anti. Po jakims czasie, znudzilo nam sie jednak branie udzialu w procesji i odlaczylismy sie w celu ruszenia ku bananowcom.
IMG_9879.jpg
Jednak po pewnym czasie znow spotkalismy na naszej drodze tych samych weselnikow idacych tym razem w strone jakiejs wioski. Skorzystalismy z ich zaproszenia i tak znalezlismy sie na indyjskim slubie gdzies pod Hampi.
IMG_9817.jpg
IMG_9806.jpg
IMG_9755.jpg
Ceremonia odbywala sie w malej swiatynce obok specjalnie przygotowanego namiotu. Oczywiscie wszyscy chcieli byc przez nas sfotografowani, po wykonaniu jakichs kilkuset zdjec kiedy poczulam,
ze moim powolaniem jest wszystko tylko nie fotografia slubna, ktos dal znak, ze zaraz zacznie sie najwazniejszy punkt programu czyli wyzerka. Nas rowniez poczestowano:) Do slubnych potraw zaliczaly sie ryz z sambarem
( piekielnie ostry), jakies slodkie kulki z cukrem oraz zolta slodka papka. Ogolnie jednak wszystko bylo bardzo smaczne, a ludzie usmiechali sie do nas zachecajaco, wiec jedlismy z ochota. Niemaly wplyw na nasza odwage mial solidny zestaw nifuroksazydu spoczywajacy w czelusci naszych apteczek. Kiedy uczta dobiegla konca wszyscy po prostu sie rozeszli, pozostawiajac nas w lekkim niedosycie wrazen kulturalnych, liczylysmy bowiem na jakies tance.
Gdyby choc podali kingfishera wzielabym na siebie strone rozrywkowa imprezy;)
Picture_373.jpgPicture_480.jpgPicture_513.jpgPicture_525.jpg
Hampi jest po prostu cudowne, zwlaszcza poza sezonem, kiedy pogoda jest wystarczajaco dobra do lazenia po okolicy, a nie ma zaru lejacego sie z nieba. Ale niestety musielismy wyjechac ku dalszym miejscom. Jak mowi poeta ta "chwila w pobycie, do was przychodzi o swicie. I nowu przed dom wychodzicie i wzrok gubicie we mgle..." Coz, do mnie ta chwila jeszcze nie przyszla, mogabym posiedziec jeszcze w Hampi, ale nie przyjechalam tu ( NA RAZIE) na pol roku i droga wzywa.
A z wyjazdem na ta droge byl problem, gdyz wszyscy w Hampi zgodnie twierdzili, ze aby dostac sie do Mysore musimy jechac z Hospet turystycznym autobusem do Bangalore za 450 Rs! a potem przesiasc sie na cos, co bedzie jechalo w kierunku Mysore. Nasi znajomui Polacy 2 dni wczesniej ruszyli w ten powszechnie przyjety sposob. My oczywiscie musimy robic wsio po swojemu, wiec na chybil trafil dajemy na dworzec w Hospet zobaczyc czy jedzie cos lokalnego do Bangalore.
Wieczorem za piec 8 wpadamy na dworzec. Pytamy w kasie czy wali cos na Mysore. Facet mowi:ostatni autobus rusza o 8 i cos tam reservation...Podchodzimy do autobusu, kierowca pyta: reservations? My: a jakze, of course:)no to miejsca 7 i 8. No i pojechali. Jesli widzieliscie jakichs 2 bialasow biegnacych za autobusem do Mysore to pozdrowcie ich od nas:)
Sama jazda byla jedyna w swoim rodzaju, nawet jak na Indie:) Kierowca, mily facet w srednim wieku o lagodnym usmiechu, za kierownica zmienial sie w wariata, ktorego wyczyny doprowadzaly do zgrozy nawet rdzenna ludnosc podrozujaca naszym autobusem. W wyniku jego akcji przemieszczalismy sie raczej w gore (tak o jakies pol metra), niz do przodu, czego skutki czuje do teraz mimo, ze wlasciciel kafei zapewnil mi najbardziej miekkie z dostepnycjh w jego lokalu krzeslo.

Wysłane przez durgama 03:56 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (10)

1 photo=100 Rs. ONLY

Hampi, Karnataka

semi-overcast 28 °C

Dzis jestem na minusie chyba 1000 zeta.
A zaczelo sie tak pieknie...To dzis mial byc ten dzien, ktory spedzic nalezalo wsrod palm, plantacji bananow i pieknych skal. W tak niezwyklych okolicznosciach przyrody dopadly nas jednak Indie. W planie dnia pominelismy bowiem bardzo istotny elment. Jednak na dzis, 15 sierpnia przypada Dzien Niepodleglosci Indii. Oj, moje dzisiejsze odczucia mozna okreslic kazdym slowem, ale nie jako niepodleglosc.
Bo dzisiaj ONI sie tu po prostu mnozyli. Mieli swieto i byly ich setki. Przeciwnik ten, gdy wystepuje w liczbie pojedynczej nie jest zbyt niebezpieczny, robi raczej pocieszne wrazenie, a nawet- nie robi zadnego. Ot, taki co to musi przejsc obok nie dwa, a kilka razy, zeby go raz zauwazyli. Ale sytuacja zmienia sie diametralnie, gdy sa w grupie.
Atakuja w zwartych szeregach po 10-20 napastnikow, wszyscy z ta sama bronia- telefonem komorkowym. Urzadzenie w sumie niezbyt niebezpieczne, jesli nie liczyc ostrzezen naukowcow przed guzem mozgu, naprawde grozne staje sie dopiero w reku mlodego Hindusa, gdyz zawsze, naprawde zawsze wyposazone jest w aparat cyfrowy! Ich strategia bojowa wyglada tak: jeden, zazwyczaj najmniejszy opuszcza na chwile grupe i rusza w kierunku celu, ktorym sa biale kobiety. Nastepuje deklaracja, iz przybywaja w pokojowych zamiarach, a jedyne czego chca to:"one photo madame!" Cel, nie wiedzac jeszcze jak straszny los go czeka grzecznie godzi sie, a jedynie z ostroznosci zaznacza, ze "only one photo". Potem nastepuje zmasowany atak. Cel zostaje osaczony z kazdej ze stron, gdyby probowal uciekac chetne rece przytrzymaja go na chwile potrzebna do wykonania jakiegos tysiaca ujec. Lupy wojenne w postaci fotek przechowywane sa pozniej w jakichs albumikach( sama taki kiedys widzialam, dzieki temu, co tam zobaczylam wiem, ze mogl mnie spotkac jeszcze gorszy los) zapewne ze stosownym podpisem: skad cel pochodzil i jak mial na imie, gdyz takie pytania padaja w trakcie ataku.
Ale oczywiscie nie mozna zbyt latwo sie poddawac. Sprobowalysmy z Ania spedzic mile chwile nad pieknym wodospadem na rzecze Krishna. Coz, bog milosnych uciech Hindusow, a patron tejze wody mial dla nas inne plany. Nie pamietam jak wygladal wodospad, bo po chwili zrobilo sie tak...
IMG_9635.jpg
Pojawilo sie chyba z 50 chlopa, zrobilam jedno zdjecie i nagralam filmik, po czym trzeba bylo zwiewac.
Lekko juz wsciekle postanowilysmy cos z tym zrobic, bierzemy dwie kartki z notesu i umieszczamy na nich stosowna informacje. 1 photo=100 Rs. ONLY ( a co!znizka z okazji swieta:) )
IMG_9610.jpg
Hindusi mieli wielki ubaw, na poczatku troche ich to powstrzymywalo, ale potem znowu nam robili zdjecia z ukrycia i jawnie. Niektorzy nawet pytali how much one kiss? A calujcie sie Vivki miedzy soba! Lekko liczac to zarobek 1000 zeta nam przeszedl kolo nosa.
IMG_9638.jpg
IMG_9649.jpg

Wysłane przez durgama 06:57 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (2)

Don't worry, go Hampi:))))

Hampi, Karnataka

semi-overcast 33 °C

Panuje dosc powszechne przekonanie, ze Goa to nie sa prawdziwe Indie. Coz, kto tak twierdzi zapewne nie byl tam w czasie monsunu. Malo bialasow, spokoj, pusta plaza, taka troche atmosfera uzdrowiska po sezonie. To na plazy. A bardziej w glab ladu lokalesi zyja sobie spokojnie nie zwazajac na blakajacych sie gdzieniegdzie bialasow.
Jako, ze ja mam szczegolne zdolnosci, udalo mi sie spalic w porze deszczowej na mokrej Palolem Beach. Akurat kiedy przyjechalismy nastapilo stosowna do sytuacji nagla poprawa pogody. Dajemy wiec na plaze, gdzie w towarzystwie ze 20 sprzedawcow ( czekajacych juz od czerwca na ten jeden sloneczny dzien) i tyluz psow korzystamy ze slonca. Niestety nic nie moze wiecznie trwac i nagla ulewa konczy nasze wylegiwanie sie pod palma.

Nastepny dzien nie byl juz tak laskawy dla nas, od rana sciana wody, nie pozostaje nic innego tylko jechac dalej. Hampi. Najpierw do Margao, pozniej do Hospet i w koncu do Hampi. Typowe polaczenie, tak jak i srodki transportu: autobus, autobus, riksza, wozek mleczarza, riksza. Wroc! Wozek mleczarza? A, owszem. Bowiem rikszarz z Hospet zgodzil sie na zaproponowana przez nas cene, zapakowal nas do swego zoltego cuda i tylko zapomnial o tym, ze jak sie chce jechac to benzyna bylaby milym uzupelnieniem. Tak wiec po ujechaniu dwoch km w strone Hampi zatrzymalismy sie na srodku drogi, dziadek rikszarz powiedzial:no gas i z filozoficznym wyrazem twarzy zapatrzyl sie w horyzont...
Welcome to India:)
Wrodzona wrazliwosc i nabyta kurtuazja nakazaly nam poczekac kilka minut zanim zadalismy to tak bardzo niewlasciwe pytanie: co robimy teraz? Wait. 5 minuts. No to medytujemy wspolnie...Po uplywie kilku minut podjechala riksza sluzaca do transportowania towarow. Mleko firmy Amul. Podrzucili nas kawalek, po drodze zawiezlismy troche mleka do jakiejs knajpy, gdzie zaproponowano nam black tea. ( czemu nie white?)
A w Hampi wczesnym rankiem mily guest house w stosownej cenie- 5 zeta od osoby, z lazienka PRAWIE w pokoju.
Prysznic, krotki sen (nie ja), lektura dziela "Strefa cienia czyli 3 lata z psychopata"( czy musze pisac, ze ja;)? ),
a pozniej ruszamy w Hampi. A tam takie widoki:
hampi_pics_195.jpg
hampi_pics_272.jpg
panna mloda, bo trafilismy na dwa sluby!!!!
hampi_pics_313.jpg
IMG_9541.jpg
pan mlody nie wykazywal wiekszego entuzjazmu;)
IMG_9548.jpg
IMG_9507.jpg
IMG_9524.jpg
IMG_9527.jpg
hampi_pics_206.jpg
hampi_pics_339.jpg

Wysłane przez durgama 01:51 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (2)

Palolem

Palolem Beach, Goa

all seasons in one day 29 °C

hampi_pics_049.jpg
Picture_204.jpgPicture_083.jpg
Picture_053.jpg

Wysłane przez durgama 06:49 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (1)

Ona byla Goa

Palolem, Goa

all seasons in one day 28 °C

Takiej odpowiedzi udzielelily mi google w 2005 roku po wpisaniu w wyszukiwarke hasla Goa. Co wowczas dalo mi podstawe do twierdzenia, ze na Goa nic nie ma. A to przeciez nieprawda. Jest monsun. Sa bezdomne psy na plazy, srednia liczba bialasow w tym trudnym okresie nie spada ponizej dwoch. Kiedy o 6 rano znudzila sie nam dalsza jazda do Gokarny, do ktorej zgodnie z informacja na naszych biletach mielismy prawo, ale 6 godzinne opoznienie na trasie przewidzianej na godzin 13 pomoglo nam podjac ta decyzje. W koncu co to za roznica, gdzie bedzie na nas padac. Pada wiec w Palolem. Choc teraz, gdy siedzimy w kafei pojawilo sie slonce.
A ja uderzam w klawiature jeszcze wolniej niz zwykle, gdyz zachcialo mi sie tancow w deszczu w rytm piosenki babcia stala na balkonie. I babcia jak stala tak pierd...reka sie zagoi, tak do wesela, czasu troche jest;)
knajpa przy plazy poza sezonem
IMG_9266.jpg

A wszystko to jest wynikiem naszej ucieczki z Mumbaiu. Wzgorze Malabarskie, zabytki postkolonialne, swiatynie Elefanty, zielen Maidanu, plaza Chowpatty...tak, Mumbai ma wiele do zaoferowania. Przynajmniej tak twierdzi Lonely Planet. Nie jestem w stanie potwierdzic tych informacji, gdyz tak sie zlozylo, ze zadna z tych atrakcji nie zmiescila sie w naszym rozkladzie. Ciezko podziwiac okolice, gdy kladziemy sie o 4 nad ranem, a wstajemy tak w porze kiedy polowa ludnosci Indii jest juz po obiedzie. Druga polowa raczej na taki luksus jak obiad liczyc nie moze.
Nam po ciezkiej pracy nalezala sie jakas nagroda, wiec sladem "kolegow z Bollywoodu" udajemy sie do jednego
z lepszych bombajskich klubow. Jednak skoro nasz wystep przyniosl nam raczej mierne wynagrodzenie, najpierw ruszamy do jednej z podlejszych knajp, aby tam zakupic to, na co w klubie po prostu nie bedzie nas stac. Tam wzbudzamy niemala sensacje, glownie dlatego, iz typowy klient tego przybytku ma sniada cere, wasiki i nosi swojskie imie Vivek. I bardzo rzadko jest kobieta:) Tam mozna pokazac na co nas stac:) Jako osobe z Polandii stac mnie na wiecej niz innych, przynajmniej w teorii. W praktyce bowiem upijam sie po spozyciu zenujaco niskiej liczby kingfisherow, ze nie wiem czy nie powinno mi sie odebrac obywatelstwa RP. Tylko jakiz abstynencki kraj by mnie przygarnal?
Moj lot kingfisherem nie skonczyl sie jednak na tym etapie. Schlodzenie silnika, wlaczenie klimatyzacji, przewietrzenie systemu i lecimy dalej. Fakt, z lekkimi turbulencjami, ale zawsze. W klubie zabawa przednia, ja bawilam sie ponoc az za dobrze:) Dalsze informacje w formacie avi dostepne -wylacznie dla osob pelnoletnich-po wyslaniu smsa o tresci Mukesh;) na numer 0 800 203 203:)
Zaliczylysmy rowniez wizyte w bombajskim kinie. Singh is king, a jakze:) W oryginalnej wersji jezykowej, nieudacznik Singh imieniem Happy zostaje krolem mafii. Ale mina kolesia, ktory nas do tego kina zaprosil i potem siedzial
z dwiema bialaskami po obu stronach oraz zazdrosne spojrzenia Hindusow pokazywaly kto tego wieczoru czul sie krolem:)
A na koniec bombajskich doswiadczen zajelam sie wolontariatem. Tak bardzo chcialam uczyc jezyka w Azji. Ale niedawny wynik CAE- D( z dwoch mozliwych: D-nie zdales i E-jeszcze bardziej nie zdales ) nie daje mi podstaw do przekazywania wiedzy. Nauke hiszpanskiego zarzucilam, z niemieckiego w dalszym ciagu ich weiss nicht. Ale, dla chcacego nic trudnego. POLSKI. Nasz ojczysty jezk zainteresowal facetow z kafejki internetowej. Prosili o jakies przydatne zwroty. Wymyslilam jeden ktory wydawal mi sie nadzwyczaj przydatny, a Ania nawet sporzadzila skrypt ze stosownym piktogramem. Ach, dydaktyka to jest to. Przyjemnie bylo widziec skutki naukowego zapalu, gdy jeden z uczniow zastosowal wobec mnie ten jakze trudny leksykalnie zwrot. Brzmialo to tak: "MACZ FAJNE CYCZKI".
Co mozna powiedziec. Wymowa: 7/10, zapal do nauki 9/10, akcent 5/10. Ale za zdolnosc spostrzegania maksymalna ilosc punktow!!! Serce rosnie:)

Wysłane przez durgama 21:21 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (3)

(Wpisy 31 - 35 z 39) « Strona .. 2 3 4 5 6 [7] 8 »