Travellerspoint Blogi z podróży

Patan, Bhaktapur- bez zdjec

sunny 27 °C

Bez zdjec, bo j....y port mi wszystkie, ktore robilam od poczatku wyjazdu skasowal. Bylo nie wkladac karty pamieci do tego wschodniego ustrojstwa. Po podobnej "przygodzie" Oli z Gangtoku powinnam miec sie na bacznosci. Nawet dzis, kiedy facet z najgorszej kafei wszechczasow na moje pytanie czy maja kabel usb pokazal mi ten port we wsciekle zoltym kolorze (ach, barwy odstraszajace w naturze) pomyslalam, ze zle robie. No, ale coz. Lubi sie ryzyko, nie;)

No i moze fot z pierwszej czesci wyjazdu nie bedzie...W sumie to chyba dobrze, ze nie bylo widoku Himalajow w Pokharze :D

A same Patan i Bhaktapur to bardzo fajne miesca. W Patanie, lezacym blizej KTM wrocilysmy do dawnych polskich zwyczajow i na DSq weszlysmy wejsciem, ktore mialo ta zalete, ze bylo poza zasiegiem wzroku panow z ticket counter. Zaoszczedziwszy w ten sposob cale 200 Rs nepalskich (wiem, wiem, zenujace, ale to nie Wy sie splukaliscie totalnie w 1/3 wyjazdu!)udalysmy sie na zwiedzanie glownego placu i okolicznych uliczek.

Niestety juz po chwili okazalo sie, ze roznimy sie od innych zwiedzajacych pewnym drobnym szczegolem. Byla nim niebieska nalepka, ktora kazdy z nich dumnie obnosil po starowce demonstrujac swoja uczciwosc lub tez zasobnosc swojego portfela. Jedno szczescie nikt oprocz nas nie zwracal na ten drobny szczegol uwagi. A nalepki mieli nawet Chinczycy, ktorzy nie zamierzaja poprzestac na zajeciu Tybetu i tlumnie przybyli do Nepalu. W naszym guest-housie sa ich dzikie tlumy. Siedza calymi dniami w pokoju, brzdakaja na gitarze i rozmawiaja szeptem przez co nie mozemy spac, gdyz szept chinski brzmi jak okrzyk wojenny. Zaglusza nawet nasz telewizor. W nocy niemalze slyszalysmy jak zolta fala sie wlewa do naszego pokoju (tak, tak rasistka ;) a tak serio to jedynie zoltych czytnikow kart nie toleruje- ten feralny byl z reszta made in china), ale to tylko lazienke nam zalewala nie wylaczona wieczorem woda.

Wczoraj oprocz zaliczenia Patanu zaliczylysmy tez i inne podboje. Tzn. Ania poderwala mnicha tybetanskiego, a ja w komplecie razem z tangka dostalam jej sprzedawce. Zakladam, ze wartosc tangki stanowila 99,9 % ceny. W ogole przez te zakupy moj plecak podwoil swoja objetosc, za to moj portfel stal sie zupelnie pusty. Niestety sprzedawcy nepalscy nie sa zbyt sklonni do negocjacji jezeli chodzi o cene. Zapewne jest to spowodowane tym, ze przyjezda tu duzo bogatych turystow z calego swiata i wiedza, ze nie beda mieli problemu ze sprzedaza swoich towarow po korzystnych ich zdaniem cenach, wiec na stare zagrania typu wychodzenie ze sklepu reaguja slodkim : "good bye".
No, a dzis udalysmy sie do Bhaktapuru. Naprawde fajne miasteczko, wielkim plusem jest to, ze nie ma tutaj takiego ruchu jak w innych miastach Doliny Kathmandu. Ruch samochodowy jest tutaj zakazany- jednak, zeby nie bylo zbyt sielankowo- jezdzi troche motorowerow i samochody dostawcze. Ale i tak Bhaktapur jest najladniejszym i najbardziej inetersujacym z trzech krolewskich miast. Szczegolnie, kiedy wejdzie sie w waskie uliczki i podworka i zobaczy normalne zycie, ktore plynie tutaj bardzo spokojnie. Spokojna atmosfera i mnie sie udzielila, gdyz nie rozpaczam po stracie zdjec. Jednak jesli ktos ma jakies info jak i czy w ogole mozna odzyskac zdjecia z karty pamieci niech nie zwleka i mi o tym doniesie. Czeka nagroda;)

Wysłane przez durgama 07:37 Kategoria Nepal Tagged backpacking Komentarze (2)

"Trekking" mimo woli

Wlasnie padam na twarz przed kompem. Nie, nie zmeczylam sie dzis udzialem w zadnej bojce, ani niczym podobnym. Zgodnie z sugestiami zachowywalam sie lagodnie i spokojnie. Dzisiejszego dnia zaden rikszarz nie ucierpial.
Po prostu pogoda sie na tyle poprawila, zeby wybrac sie na nieco dluzszy wypad "za miasto";)
Poczatek nie zapowiadal tego, co bylo pozniej.
W planach na dzis bylo odwiedzenie kompleksu Pashupatinath oraz okolic rzeki Bagmati, ktora jest miejscem palenia zwlok podobnie jak indyjski Ganges. Mialysmy sie tez przespacerowac do nieodleglej stupy Bodnath i moze przy okazji odwiedzic klasztor Kopan.
detal swiatyni Pashupatinath
IMG_2563.jpg
IMG_2527.jpg
Dwa pierwsze plany wykonalysmy bez problemu, a jedyne co nas zabolalo to portfel, niestety cena wstepu w okolice rzeki Bagmati wynosi obecnie az 500 Rs nepalskich, czyli tyle ile 5 krotna wizyta w niebie za sprawa mango lassi;) ( a tak w ogole to skonczyl sie sezon na mango i niestety w KTH i okolicach mango lassi nie jest dostepne. Tym samym jeden z kluczowych powodow mojej wizyty w tej czesci swiata odpadl).
IMG_2653.jpg
IMG_2611.jpg
IMG_2619.jpg
IMG_2621.jpg
Trzeci punkt naszego programu obejmowal klasztor Kopan i niestety nie bylo juz tak prosto. A moglo przeciez byc. Na okolicznosc naszej wycieczki zabralam ze soba nawet stosowny kawalek przewodnika- calego nie chcialo mi sie zabierac z domu, po prostu, aby nie przeciazac BA oraz moich wlasnych plecow wyrwalam kartki z okolic, ktore nas interesuja w tym roku. Tak brzydko potraktowany przewodnik zemscil sie paskudnie na mnie i zaginal w tajemniczych okolicznosciach. Najprawdopodobniej mialo to miejsce kiedy uciekalysmy ze sklepu z thangkami w Bodnath, zegnane niemilym komentarzem wlasciciela, jedno szczescie w nieznanym nam jezyku. Po prostu nadgorliwy sprzedawca rozwinal polowe asortymentu sklepu, a dopiero pozniej podal nam 3-cyfrowe ceny w dolarach.
IMG_2518.jpg
IMG_2564.jpg
Ale pamietalysmy, ze odleglosc na genialnej mapie Pascala byla mniej wiecej taka jak miedzy Pashupatinath a Bodnath czyli okolo 20 minut. Zapytalaysmy wiec kogos, w ktora strone do Kopan Monastery, otrzymalysmy odpowiedz i ruszylysmy w wybranym kierunku. Szlysmy zgodnie z sugestia caly czas prosto, co prawda troche dluuzej niz wspomniane 20 minut, ale droga prowadzila przez bardzo interesujace okolice i zdecydowalysmy, ze nie mamy nic przeciwko temu, zeby nas spacer trwal troche dluzej. W koncu co mamy do roboty. Mango lassi i tak sie skonczylo.
No, ale po jakiejs godzinie bylysmy juz lekkko zaniepokojone, czy aby obralysmy sluszny kierunek. Ale wlasnie na horyzoncie, pojawily sie jakies zabudowanie klasztorne. Tak na 10 minutowy spacer i zaraz tam bedziemy. 10 minut minelo klasztor jakby sie oddalil. 20- jestesmy daleko. Po pol godzinie znalazlysmy sie w kolejnej wiosce. No, ale co za problem, akurat mozna przed ostatnim podejcsiem napic sie coli w sklepie u nepalskiej babci. 50 minut i blizej nie jestesmy, co wiecej, klasztor przyslonila nam jakas gora. Idziemy, idziemy i idziemy. Moze by tak wrocic? No chyba nie teraz kiedy jestesmy tak blisko! Jeszcze jeden zakret, no moze dwa. Za dziesiatym pojawiaja sie pola ryzowe. I klasztor. Jakos tak dziwnie polozony. Niby blisko, tyle ze dzieli nas od niego jakis cholerny wawoz. Pytamy ludzi jak do niego dojsc. Spoko przez pola ryzowe. Bylo spoko i przy okazji dowiedzialam sie, ze to mokre na polach ryzowych to nie tylko woda. Ach, ilez ma zastosowania poczciwa krowa:) Oki, jeszcze tylko 100, 200 metrow w gore. Droga robi sie kreta, ale chyba gdzies prowadzi. Ufff, jestesmy. Jeste klasztor, a jaki piekny. Tylko szkoda, ze niedokonczony. Po prostu jest w budowie.
IMG_2699.jpg
Dobra, co to dla nas pojdziemy do nastepnego. Jest tuz obok.
.......
Po 2 godzinach stajmy przed klasztorem. Sorry, ale sie spozniliscie, mozna wchodzic tylko do 16. Przyjdzie jutro.
IMG_2706.jpg
zamkniete
PS. To nie byl Kopan!!!!
Ps.2. Co robic???? Pogoda w Sikkimie i calych polnocno -wschodnich Indiach nie zapowiada sie najlepiej. Pora chyba na zmiane planow. Tylko...nie wiemy dokad jechac!!!! Jakies pomysly? LICZE NA WAS!!!!

Wysłane przez durgama 09:47 Kategoria Nepal Tagged backpacking Komentarze (2)

Akt agresji na Durbar Square

semi-overcast 26 °C

Wiecie co? Spelnianie dobrych uczynkow sie oplaca:) Podwieziesz mnicha i poprawia sie pogoda. Przynajmniej dzis tak bylo. Nie powiem, ze o 100% sie poprawilo, ale przynajmniej dzis nie padalo, a i slonca bylo troche. Szkoda, ze swietobliwy nie chcial jechac dalej, a tylko na Thamel, bo moglo byc 100% slonca i widok Everestu :)
No, ale skoro pogoda nam dzis dopisywala, to postanowilysmy porzucic nasz piekny pokoj o nieco wyzszym standardzie niz ten w Delhi- nizszy wszak nie jest chyba mozliwy-, porzucic wszystkie 36 programow telewizji, w tym 2 muzyczne i obejrzec sobie cos wiecej niz Swiatynie Malp i Thamel. Wybralysmy sie na Durbar Square czyli Plac Krolewski.
IMG_2432.jpg
Na poczatku wszystko przebiegalo, az za dobrze. Jak dwie grzeczne turystki zaplacilysmy 300 nepalskich rupii za wstep, chociaz spokojnie mozna bylo wejsc bez placenia po prostu wkraczajac na plac ze strony przeciwnej niz ticket office, odpowiadalysmy grzecznie thank you na wszelkie propozycje oprowadzenia nas po placu, zakupu fotografii zywej boginii Kumari, flecika, piszczalki i czego tam jeszcze nie chcieli nam sprzedac. Nawet mialysmy troche ubawu, gdy podszedl do nas facet oferujacy tygrysia masc w malych pudeleczkach. Posiedzial troche obok nas i rzucil: "Masc. Tygrys. Dobra dobra". Z poczatku pomyslalam sobie:" Jak to? Tygrys w nepali to tez tygrys?!!!" Ale nie! On do nas zagadal po polsku! W ogole w Nepalu o wiele bardziej kojarza Polske niz w Indiach, gdzie kiedy powiesz, ze jestes z Poland zazwyczaj slyszysz :"A, Holland, nice country". No, ale mimo to masci z tygrysa nie kupilysmy. Usiadlysmy za to w cieniu jednej z durbarskich budowli i podgladalysmy Nepalczykow (tzn. ja, bo Ania robila jak zwykle selekcje bialasow;) ).
IMG_2412.jpgW pewnym momencie podjechal do nas koles riksza rowerowa z pytaniem czy moze chcemy gdzies jechac riksza. I przy okazji io malo nie najechal na psa, ktory rowniez postanowil nam towarzyszyc. Ania do niego: uwazaj na psa, a ten uderzyl w debilny smiech. Ona:to nie jest smieszne! A ten dalej: hahahaha, chcecie riksze?. No to ja: go away! Koles dalej chce nas podwiesc. Fuck off!!! Koles nic, tylko sie glupio usmiecha. No to juz nie wytrzymalam i pojechalam wiazanka jakiej jeszcze nie slyszal Durbar Square : wypierdalaj ty....itp. A potem mu nawet pomoglam sie znalezc z ta riksza 10 metrow dalej. No ja rozumiem, ze Nepalczycy to bardzo mili i niezwykle spokojni ludzie. I naprawde bardzo ich polubilam. Bo da sie ich lubic. No, ale juz po wczorajszej wizycie w Swayambunath, gdzie kobieta kopnela kilkudniowego szczeniaka chodze podladowana i niewykluczam, ze zdazy mi sie tutaj wypelnic znamiona jakiegos nepalskiego art. 157 kk. Mam nadzieje, ze nie bede musiala ponosic odpowiedzialnisci z art.148 ;)
samotne riksze, po wymordowaniu przeze mnie riksiarzy
IMG_2438.jpg
i pomyslec, ze to wszystko na oczach pary krolewskiej
IMG_2446.jpg
No i pozniej jacys kolesie, ktorzy sie calemu zdarzeniu przygladali stwierdzili, ze jestem bardzo agresywna i musze byc ze Szwecji. Nie dokonczylam jeszcze lektury ksiazki Nepal. Horror i sielanka., ale nie sadze, zeby Nepal tez padl ofiara szwedzkiego potopu ;) Tak czy inaczej Szwedzi sa podpadnieci. A i na dodatek wszyscy pytaja Anie co jej sie stalo w usta, bo jakies zimno jej wyskoczylo- oczywiscie od nadmiernie rozwiazlego trybu zycia przed wyjazdem;) A tym razem to juz nie pytali, tylko mowili: wiemy, kolezanka Cie pobila!!!! Coz, najlepszej opinii na Durbarze nie mam:)
Udalo sie nam jeszcze dzis zobaczyc zywa boginie Kumari. Tym razem nie wywolalam zadnego skandalu. Czekalysmy grzecznie z tlumem innych bialasow- Nepalczykow jakos nie bylo, pewnie juz ja sobie obejrzeli, bo pokazuje sie codziennie- az ukazala sie na jakies 7 sekund w oknie swojego palacu. W sumie zrobilo mi sie jej zal, taka mala smutna dziewczynka, ktora nawet na nas nie spojrzala.

Wysłane przez durgama 10:11 Kategoria Nepal Tagged backpacking Komentarze (5)

Yabadabaduuuu jestesmy w Kathmandu

rain 24 °C

No i nastapila zmiana pogody! To znaczy, o ile wczesniej nie bylo widac gor, ale bylo slonecznie i cieplo, to teraz gor nadal nie widac, za to widze dola. Jestesmy w Kathmandu, gdzie ciagle leje. Pogoda ma doprawdy zly wplyw na mnie, gdyz wlasnie o malo co nie dokonalam zakupu wieeelkiej skrzyni z motywami tybetanskimi. Nie bylby to moze taki zly pomysl, zwlaszcza, ze mozna ja nadac DHLem, przy czym zapewne cena mebla to jakies 10% przesylki. No chyba, ze wejde do skrzyni i zalicze powrot do domu droga morska. A jesli jeszcze troche popada, to moge sie splawic juz z Kathmandu.
Zanim przyszly mi do glowy takie pomysly udalysmy sie na wzgorze Swayambunath zajrzec do tamtejszej swiatyni malp.
w drodze do swiatyni
5Picture_003.jpg
9Picture_008.jpg
malpia stupa
8Picture_016.jpg
a tak wyglada Kathmandu z gory
7Picture_011.jpg
0Picture_015.jpg
Nie mozna przeciez byc w Nepalu i ograniczyc trekking do codziennego wchodzenie na 5 pietro naszego guest-housa (choc gdzies tak po minieciu 2 pietra mam poczatki choroby wysokosciowej). Miejsce jest bardzo interesujace i w sumie moglabym tam spedzic wiecej czasu, gdyby nie fakt, ze po jakichs 2 godzinach zaczelo lac. Z tym deszczem w ogole jest cos nie tak. Jade 2 razy w monsunie, ludzie lapia sie za glowy i pytaja czy moze zabieram do podrecznego bagazu kajak, strasza komarami, mowia, ze milo bylo im mnie znac, bo szanse na to, ze wroce sa takie, jak to, ze Nelly Rokita przemowi ludzkiem glosem. I co??? I wtedy nie pada!!! Przynajmniej nie tak jak teraz. I komary tez chyba maja teraz jakis zlot w Kathmandu. Chyba faktycznie tak jest, ze pora deszczowa wydluza sie do konca pazdziernika. Jest wiec szansa, ze na lotnisko pojade w sloncu;)
Picture_021.jpg
A tak serio to moze zmodyfikujemy nieco nasze plany podroznicze i zamiast w gory ruszymy tam, gdzie nas jeszcze nie widzieli. Ale poki co decyzja jeszcze nie zapladla. Uzalezniam ja od prognoz pogody na accu weather i-przede wszystkim- od skutecznosci poczynan naszego czarownika, ktory z Polski przesyla energie, leczy przeziebienia i takie tam. To moze i pogode poprawi. No, ale do tego to musimy jeszcze podac nasze polozenie geograficzne;P
A tak w ogole to powinno sie poprawic juz ze wzgledu na spelniane przez nas dobre uczynki: wczoraj Ania obronila krowe przed atakiem debilnych chlopaczkow, a dzis zafundowalysmy mnichowi podwozke nasza taryfa. Normalnie coraz bardziej swiete. Nawet Om mani peme hum spiewamy coraz czysciej;););)
No ale jak sie nie uda, to trzeba bedzie zakupic taka parasolke
IMG_2383.jpg

Wysłane przez durgama 04:05 Kategoria Nepal Tagged backpacking Komentarze (0)

Wielka biala stupa

semi-overcast 31 °C

Himalaje nadal sie przed nami chowaja, ale za to dzis mala wycieczka do Pagody Swiatowego PokojuIMG_2134.jpg
gdzie te Himalaje???
IMG_2073.jpg
to trwalo tylko chwile
IMG_2156.jpg
tutaj rosnie nasz przyszly veg fried rice
tymczasem, nam pozostaja spacerki nad Fewa LakeIMG_1968.jpg
IMG_2002.jpg
IMG_2061.jpg
IMG_2064.jpg

Wysłane przez durgama 06:45 Kategoria Nepal Tagged backpacking Komentarze (0)

(Wpisy 6 - 10 z 39) « Strona 1 [2] 3 4 5 6 7 8 »