Travellerspoint Blogi z podróży

Indie

Zaleglosci

IMG_3593.jpg
CHITWAN:
IMG_3221-1.jpg

IMG_3239-1.jpg

IMG_3076.jpg

BODHGAYA:
IMG_3329-1.jpg

IMG_3363-1.jpg

IMG_3297-1.jpg

DARJEELING:
IMG_3446-1.jpg

IMG_3529-1.jpg

SIKKIM:
IMG_3672-1.jpg

IMG_3706-1.jpg

Wysłane przez durgama 07:39 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Bo to sie zwykle tak zaczyna....

semi-overcast 24 °C

Tak mi wstyd, strasznie wstyd, lecz cos mnie peszy w niej. Jestem tu 4 raz. Duzo- bo mozna mniej;) To takie przykre sprawy sa, bo prawda, coz kochalam ja. Mecze sie, krece sie, sama nie wiem czego chce. A to sie zwykle tak zaczyna. Juz nawet nie wiem jak i gdzie. Zaczyna nudzic mnie ta kraina;) i to jest znak, ze jest juz zle!

No i jednak to napisalam. Ja jednak naprawde nie potrafie klamac;) Slyszycie Miecia Fogga w tle? Ja slysze nawet w sluchawkach.
Bo to sie zwykle tak zaczyna...Ladujesz w Delhi. Obok Ciebie bialasy przerazone, zaszokowane tym co widza. Drzace rece siegaja po aparat. Co sfotografowac najpierw? Wszystko jest takie nowe, niezwykle. Powietrze pachnie inaczej, ludzie sa tacy inni niz my. Czy ten facet naprawde nosi rozowa obcisla koszule? Wlasnie widzialem slonia! O matko, to niemozliwe, ze tak wyglada stolica? Co tu robia te krowy? Szok. Szok. Szok. Czy aby dla wszystkich? Dla mnie juz nie. NUDA. I najgorsze nie jest to, ze nie dzieje sie nic, bo dzieje sie duzo. Tylko, ze nic juz mnie nie rusza. Indie mi sie skonczyly. Nie chce mi sie ogladac kolejnego festiwalu. Nie zrobie wiecej zdjec ;P Czuje to juz od jakiegos czasu. Od Bodhgaji na pewno. W koncu miejsce oswiecenia, nie?
Bo to sie zwykle tak zaczyna. I trwa przez jeszcze kilka dni. Kupujesz inny Lonely Planet...I to jest zycie. Cest' la vie.

Wysłane przez durgama 08:37 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (6)

Aliment forever?!

all seasons in one day 11 °C

Nie pisalam, bo mi sie nie chcialo. A konkretnie nie chcialo mi sie szokowac, a wola bycia solidna kronikarka nie pozwalala mi przemilczec pewnych konkretnych faktow...
no ale w skrocie: byl Chitwan, bodhgaya, teraz Darjeeling, no wlasnie...
Czy cztery lata temu mowlilam cos, ze chcialabym zostac na zawsze w Hotelu Aliment w Darjeelingu? Ponoc tak bylo. Chyba moje marzenie ma szanse sie spelnic wlasnie teraz.
IMG_3546-1.jpg

Wysłane przez durgama 09:03 Kategoria Indie Tagged living_abroad Komentarze (6)

Journey in time of swine flu;)

sunny 35 °C

No i stalo sie to, co bylo od dawna wiadome. Znow jestesmy w Indiach. Miejsce akcji: Paharganj-Main Bazaar, kafejka tuz obok naszego hotelu: nr 1 w kategorii najbardziej syfiasty pokoj ever, w zasiegu reki zimna coca-cola(25 RsOnly! My friend;) a w sluchawkach "Love me, love me, love me, you mama says you love me"- przeboj z najnowszego hitu bolly z naszym starym znajomym:D Salmanem Kahn- Wanted.
My tez, jak kazdy bialas jestesmy wanted, Delhi powitalo nas jak kazdego: dowiedzialysmy sie m.in., od jakichs kolesi, ze turist office na dworcu New Delhi jest wlasnie w remoncie i niestety nikt tam nam biletow nie sprzeda, ale jedno szczescie, my friends, cudownym zbiegiem okoliczniosci jestemy tu aby wam pomoc, a w naszym prywatnym biurze kupicie bilety dokadkolwiek chcecie. No coz, sorry my friends, a my cudownym zbiegiem okolicznosci jestemy 4 raz w Indiach, wiec odsuncie sie, bo bilety kupimy wlasnie na dworcu.
No wiec mamy juz nasze bilety do Gorakhpur, dzis wieczorem ruszamy w strone granicy z Nepalem, zapewne z jakas przerwa na nocleg po drodze.
A wczoraj i dzis Delhi. Wczoraj wystarczylo czasu glownie na odespanie lotu.
W ogole catering w British airways na trasie Berlin Londyn byl imponujacy, dostalismy po paczce jakichs starych chrupek na lunch i tyle. Przez reszte lotu czekalysmy na cos wiekszego do zarcia, zeby ostatecznie porzucic ta nadzieje, gdy nasz airbus wyladowal ma plycie lotniska Heatrow. Zjadlysmy dopiero na lotnisku, wydajac rownowartosc naszego dwudniowego indyjskiego budzetu. No ale obawialysmy sie, ze- jesli utrzyma sie tendencja z pierwszego lotu- to na trasie Londyn Delhi dostaniemy rowniez paczke chrupek, tylko moze troche wieksza.
Kolejny lot uplynal juz w calkowicie "domowej" atmosferze, oprocz nas i paru niepolskich bialasow w samolocie sami Indusi. Moim sasiadem z fotela obok zostal dostojny Sikh, biedaczek byl wstrzasniety widokiem bialaski, ktora oglada nieprzyzwoite filmy ( " Milosc w czasach zarazy") i raczy sie bialym winem. A juz najbardziej przerazilo go gdy zaczelam kichac. "I hope it's not swine flue" powiedzial. No coz. So do I.
No, ale kiedy wyladowalismy, to na lotnisku Indiry Gandhi czekaly juz na nas ekipy lekarzy w bialych maseczkach, ktore odbieraly od nas wypelnione formularze dotyczace stanu naszego zdrowia i miejsca skad przybylismy. Wszystko zorganizowane bylo w "mega-precyzyjnym" indyjskim stylu- mozna bylo miec pewnosc, ze ci, ktorzy do tej pory nie zachorowali na bank zaraza sie od nosicieli wrednego wirusa;) czekajac wieki w otoczeniu kichajacych ludzi. My na ta okolicznosc przywdzialysmy nasze maseczki, co upodobnilo nas do znudzonych lekarzy i sprawilo, ze grozba zarazenia sie swinska grypa ustapila grozbie uduszenia. Kazano nam tez wypelnic formularz o planach dalszej podrozy i miejscu nolegu- ale potem nikt juz nie interesowal sie czy je oddajemy czy zabieramy ze soba. Welcome to India:) Aaaa, a pan sasiad z miejsca obok, ten ktory obawial sie, ze zarazi sie ode mnie swinskim wirusem zostal zatrzymany przy stanowisku medycznym, gdyz przybyl z Kanady- kraju, gdzie grypa szleje:)
Po przylocie odsypilaysmy dluga podroz w naszym pieknym pokoju, o ktorym Ania mowi, ze jest stylizowany na stary, kolonialny styl.
IMG_1886.jpg
Moim zdaniem jest nieco przestylizowany, i tak np. grzyb na scianie moglby zajmowac mniejsza powierzchnie, a nie sufit i dwie sciany. Za to czesc sypialna byla niewatpliwie pozostawiona sama sobie, autentycznosc poduszki i przescieradla nie zostala skalana przez tak wulgarne czynnosci jak pranie. Jedynym nowoczesnym elementem w naszym krolewstwie na 2 dni jest 100 kanalowy telewizor. A jest co ogladac, dowiedzialysmy sie miedzy innymi, ze w stanie Tamil Nadu na poludniu Indii 2000 kobiet zostalo zbiorowo wychlostanych, aby wyganc z nich demona, ktory sprawia, ze sa niezamezne.
Jakiez to szczescie, ze w tym roku jedziemy na polnoc, w wielkie gory Himalaje :D
[b]a oto nasz kolega z lazienki w kolonialnym apartamencie:D
IMG_1883.jpg

Wysłane przez durgama 16:16 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (2)

Finito

Bombaj-Mumbai, Maharastra

all seasons in one day 29 °C

Jeszcze tylko pare godzin...i konczymy Indie 2008. Taksowka na lotnisko umowiona, kasa do reszty wydana, nawet rezerwowe 20 $, ktore mialy zostac na lotnisko w Helsinkach poszly dzis na zarcie w Churchilu i ostatni shopping. Shopping w tym roku byl niezly, do tego stopnia, ze jak przechodzilysmy obok jakiegos straganu i gosciu krzyknal: "ok, bierz za 100!", to nawet nie pamietalysmy co ;) Nakupilam roznych dziwnych rzeczy, miedzy innymi mala biblioteczke ksiazek np. 5 za 20 zeta, co bylo zdecydowanie wygorowana cena zwazywszy, ze byly chyba drukowane na papierze toaletowym. Choc w sumie papier toaletowy nie nalezy do najtanszych w Indiach. W efekcie bede wsiadac do samolotu z "torebka" o wymiarach 120 x 80 cm z wizerunkiem Ganeshy jako bagazem podrecznym. Do klimatu Aeroflotu to by pasowalo, ale tym razem lece Finnarem:) Dobrze, ze Ganesha patronuje takze niemozliwym przedsiewzieciom.

Wraz z Ania prowadzilysmy dosc burzujski tryb zycia, ale po jej wyjezdzie stoczylam sie zupelnie. Pobudka o 12:15 i to tylko dlatego, ze kolesie wstawiali okna w naszym dormie i mnie obudzili, w przeciwnym razie spalabym do tej pory. Zreszta ekipa byla bardzo mila, grzecznie zapytali czy juz wstaje czy moze jeszcze maja troche poczekac:)
Noca spanie bylo dosc mocno utrudnione. Najpierw okazalo sie, ze polowe lozka mam mokra, gdyz nalecialo na nia z mojego prania ( prace domowe nie sa moja najmocniejsza strona). Przenioslam sie wiec na gorna prycze, gdzie w sumie bylo bardzo milo, tylko, ze lozko sasiadowalo z dziura, ktora pozostala po oknie,
a biorac pod uwage moje mozliwosci i to, ze dormitorium znajduje sie na 2 pietrze, nie byla to najlepsza miejscowka. Zlazlam na dol na sucha polowe i juz mialam zasypiac, ale nagle ktos zaswiecil mi czolowka w oczy:) Gornik? TOPR przybyl na ratunek? :) niestety nie. To moja sasiadka z pryczy obok, buddystka, zaczela medytowac nad swietymi ksiegami i obrazkiem Panchen Lamy. Nie wiem jak ona, ale ja doznalam oswiecenia:) Potem juz tylko monsun zalal mi druga polowe lozka, ktora oszczedzilo pranie.

Po ponad miesiacu troche dziwnie jest zostac samemu, jednak w Indiach oczywiscie nie ma mozliwosci cieszyc sie samotnoscia, gdyz co chwile ktos podchodzi i chce mnie wybawic od tak nieszczesnego losu jakim jest samotne lazenie po Bombaju. Jesli chodzi tylko o proste pytania typu jak masz na imie, skad jestes , to jeszcze nie jest tak zle, ale niestety trafialy sie i pytania prostsze. W supermarkecie poznalam kolesia z Kazachstanu, muzyka ktory przyjechal tu na koncert, styl i uroda faceta z dicho polo. Zaprosil mnie do siebie do hotelu. Nie skorzystalam. Jakby ktos reflektowal to hotel YMCA, pokoj 112, pytac o Mishe.
A do tego trwa Ramadan, wieczorkiem osaczyl mnie kolo w "szlafroku", wygladajacy tak jakby wlasnie ruszal na pielgrzymke do Mekki i zapytal czy moglabym moze z nim pojsc do lozka. Widzac, ze nie zareagowalam wystarczajaco entuzjastycznie, choc smialam sie bardzo, powiedzial ,ze to zajmie tylko 5 minut! No niezle sie zareklamowal:) Gwoli wyjasnienia, nie chodze po ulicach w tym stroju kelnerki:)
Nie chce mi sie wyjezdzac, w sumie moglabym tu zostac, praca jest, kolesie
z agencji bolly szukaja, a Bombaj jest po prostu swietny, jego niezwykly klimat wcignal mnie strasznie, juz w czasie jazdy taksowka z lotniska. Mimo, ze ja nie lubie wielkich miast. Ale wlasnie tu, w trzecim najwiekszym miescie swiata, nie czuje sie jak przytlaczajacej metropolii. Tu jest chyba wszystko. To nie jest spalone sloncem, bezplciowe Delhi. Pasuje mi ten wilgotny, tropikalno-morski klimat. Roslinnosc. Zapach.
Teraz pewnie powinnam napisac po co wracam. Ale jak spiewal bohater Singh is king : "sorry, sorry, very, very sorry" ;) Bo nie mam pojecia.

Wysłane przez durgama 03:10 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (3)

(Wpisy 1 - 5 z 26) Strona [1] 2 3 4 5 6 » Następny